Opowieści pisane dymem

OPOWIEŚCI PISANE DYMEM- TEODOR I KLARA

TEODOR       

             W pewnym miasteczku, u zbiegu ulic Lawendowej i Akacjowej, w starej kamienicy mieścił się antykwariat. Gdy zapadał zmierzch, sędziwy pan Klemens zamykał drzwi na klucz, siadał przy biurku w dużym niebieskim fotelu, jak zwykle ubrany w brązowy garnitur i żółtą muszkę, i czekał na opowieści. Była godzina dwudziesta. Zapalił świecę i wpatrywał się w dym unoszący się nad płomieniem. Antykwariusz powiedział na głos życzenie:

CZEKAM JUŻ NA OPOWIEŚCI

POKAŻ, CO SIĘ W TOBIE MIEŚCI

GDY TWÓJ PŁOMIEŃ ZAMIGOCZE

CZYTAĆ BĘDĄ MOJE OCZY

 I tym razem stało się tak samo. Czary zaczynały działać. Stary, zepsuty gramofon zaczął grać, a dym układać się w słowa i zdania, tworząc opowieść:

         W małym miasteczku portowym, leżącym na południowo- wschodnim wybrzeżu Anglii, mieścił się sierociniec. Zbudowano go na skraju miasta, niedaleko wzgórza, na którym stał piękny, stary zamek. Nie był to typowy dom dla sierot. Prowadziły go zakonnice, a ich przełożoną była siostra Katarzyna. Była miła i zawsze uśmiechnięta, kochała wszystkich swoich podopiecznych i dbała, aby niczego im nie brakowało. Mieściła się tu też szkoła, gdzie dzieci uczyły się rachunków, pisania i czytania, a także podstawowej wiedzy o świecie. Jednym z jego mieszkańców był Teodor. Chłopiec miał dziewięć lat i trafił tu bardzo dawno temu, nie pamiętał swoich rodziców, więc czuł się tu jak w domu. Był bardzo miły i grzeczny, choć lubił chadzać własnymi ścieżkami. Siostry często szukały go, wiedząc oczywiście, że nigdzie nie uciekł, tylko jak zwykle po prostu się gdzieś zapodział. Był samotnikiem, lubił czytać książki o morskich przygodach i wtedy nikt nie mógł go znaleźć. Miał swoją tajną kryjówkę i bardzo jej strzegł.

Codziennie, późnym popołudniem, kiedy wszystkie dzieci zajęte były odrabianiem lekcji, albo sprzątaniem pokoi, Teodor, wymykał się. Otwierał ciężkie, drewniane drzwi z mosiężną klamką i wąskimi, kamiennymi schodami wdrapywał się na strych. To było jego królestwo. Małe, zakurzone pomieszczenie, było jego samotnią. Najczęściej siadał w dziurawym wiklinowym, bujanym fotelu pod oknem i czytał o piratach i morskich potworach. Obok stała stara, zniszczona skrzynia, pełna map, a na niej- ja, pojedynczy, drewniany świecznik. Wieczorami chłopiec zapalał moją świecę i w jej blasku oddawał się marzeniom o dalekich podróżach. Pod ścianą stał drewniany, konik na biegunach, choć trzeba powiedzieć, że na biegunie, bo jedna płoza była połamana. W jednym kącie, zakurzony globus, z którego niewiele już można było odczytać, a w drugim, kołowrotek. O ścianę był oparty porwany siennik, w którym czasami coś drapało, ale Teodor jeszcze nigdy nie widział jego mieszkańca. Tak upływały mu dni i tygodnie, aż do pewnego poniedziałku.

KLARA

               Rankiem tuż po niedzieli, kiedy wszyscy siedzieli już w swoich ławkach i właśnie mieli rozpocząć lekcję rachunków, do klasy weszła siostra Katarzyna. Trzymała za rękę dziewczynkę, ubraną w szarą sukienkę z białym kołnierzykiem. Niby wyglądała, jak wszystkie dziewczynki z sierocińca, ale miała kręcone, brązowe włosy i bardzo smutne, duże, zielone oczy.

-To jest Klara- powiedziała przełożona- będzie waszą nową koleżanką, przyjmijcie ją ciepło- dodała uśmiechając się do dzieci i posadziła ją w wolnej ławce.

Dziewczynka rozglądała się niepewnie po sali, ściskając w rękach szmacianą lalkę.

Po lekcji rachunków, była przerwa. Uczniowie biegali po długich korytarzach, robiąc przy tym wielki hałas, jednak Klara nadal siedziała w swojej ławce jak zamurowana. Teodor czasem zerkał w jej stronę, udając, że podpiera futrynę drzwi, jakby zaraz miała wypaść ze ściany. Wyglądał niepozornie, ubrany jak reszta chłopców w białą koszulę i szare spodnie na brązowych szelkach. Lekcje się skończyły, a chłopiec nabrał wreszcie odwagi i podszedł do koleżanki:

-Jestem Teodor, ale mówią na mnie Teo, idziemy teraz na obiad, możesz usiąść ze mną- powiedział i chcąc ją rozweselić dodał- tylko nie siadaj przy Piotrze, on zawsze siorbie a potem kicha, aż mu miska odskakuje.-Dokończył i wskazał jej jadalnię.

Dziewczynka pierwszy raz się uśmiechnęła i podążyła za chłopcem. Usiedli razem do obiadu i spoglądając na kolegę obok, oboje zaczęli się śmiać. Tak Teo zaskarbił sobie ufność Klary. Po obiedzie, oprowadził ją po całym sierocińcu i przedstawił rytm dnia, jaki ich obowiązuje. Opowiedział o zakonnicach, że są bardzo miłe i, że nie trzeba się ich bać. Wyjaśnił też, że od dwudziestej, wszystkich mieszkańców obowiązuje cisza nocna.

-Dlatego czasem udaje mi się wymknąć- dodał przyciszonym głosem chłopiec- tylko wtedy muszę chodzić na palcach, bo słychać mój każdy krok.

Klara i Teo, jak wszystkie dzieci o tej porze, poszli do jadalni, pomóc przygotować kolację. Dziewczynki, w dużym garnku mieszały owsiankę, a chłopcy kroili chleb. Oczywiście nie obyło się bez kłopotów.

-Proszę Klaro- zwrócił się do koleżanki Piotr, podając jej pojemnik- musisz dosypać do owsianki pięć dużych łyżek cukru, dziś twoja kolej- dokończył i chichocząc pod nosem szybko wrócił do krojenia chleba.

Klara zrobiła zgodnie z instrukcją i poszła z dziewczynkami do jadalni, rozstawić miseczki do kolacji. Wszyscy usiedli, odmówili modlitwę i zabrali się za jedzenie.

-Tfu, tfu, ble, ohyda, co to ma być?- krzyczały dzieci, plując do misek.

-O co chodzi?- Spytała siostra Katarzyna i spróbowała owsianki. Oczywiście plując przy tym jak cała reszta.

Okazało się, że zamiast cukru była w niej sól. Nikt się nie przyznał do zrobienia żartu, więc zarządzono, żeby przynieść ze spiżarni konfitury śliwkowe i posmarować nimi chleb. Tak skończyła się pierwsza kolacja Klary w sierocińcu. Już wiedziała, że wygłupy są tu na porządku dziennym i zanim coś zrobi, musi sprawdzić, czy to nie fortel któregoś z kolegów.

STRYCH

             Wieczorem, kiedy wszyscy rozchodzili się już do swoich łóżek, Teo zatrzymał koleżankę:

-Za godzinę, kiedy będzie już zupełnie cicho, wymknij się na korytarz, a zdradzę ci swoją tajemnicę.- Powiedział i poszedł za kolegami do pokoju.

Po godzinie, już czekał na korytarzu na Klarę, choć nie był pewien, czy przyjdzie. Nikomu jeszcze nie zdradził swojej tajemnicy, ale ona wydawała mu się pokrewną duszą i bardzo chciał, żeby przestała być smutna.

-Klaro tutaj- szepnął, widząc skradającą się w ciemności dziewczynkę- chodź, tutaj, na górę- pokazał, otwierając ciężkie, drewniane drzwi.

Dzieci wdrapały się po stromych schodach na strych. Teo podniósł mnie, zapalił świeczkę i z dumą powiedział:

-To jest moja samotnia, przychodzę tu czytać książki i oglądać stare mapy. Świecznik rozjaśnia mi wieczory. Kiedyś siostry zamówiły takich dziesięć, u stolarza w miasteczku, ale podczas remontu, jeden się zawieruszył i wyniosły go na górę razem z rupieciami.- Rzekł- Tu jestem, kim chcę: piratem, kapitanem statku, lub podróżnikiem. Wszystko jest możliwe, kiedy marzysz, dlatego nigdy nie jestem smutny. Wierzę, że opłynę kiedyś cały świat.-Dodał.

Klara rozejrzała się po pomieszczeniu, usiadła w bujanym fotelu, przytuliła swoją lalkę, bo nigdy się z nią nie rozstawała i posmutniała.

-Nie chciałem sprawić ci przykrości, myślałem, że to miejsce ci się spodoba.- Powiedział chłopiec, nie wiedząc, jak ma się zachować.

-To nie twoja wina- odrzekła dziewczynka- przypomniał mi się mój dom. Moi rodzice umarli podczas epidemii, a ciocia wyjechała z mężem do Paryża i nikt nie mógł jej odnaleźć.

-Nie martw się- odrzekł Teo- możemy zostać przyjaciółmi i nie będziesz czuła się już samotna. Nie wiem wprawdzie jak to jest, bo odkąd pamiętam, sierociniec jest moim domem, ale tutaj może być całkiem fajnie, no już, uszy do góry, czekają nas tylko miłe rzeczy, a pierwsza już jutro, przedstawię ci mojego najlepszego przyjaciela, jeśli się uśmiechniesz.- Dodał i zaczął podskakiwać jak małpka, wydając przy tym dziwne odgłosy.

Klara nie mogła się smucić i na widok małego małpiszona w kraciastej, biało-granatowej piżamie, zaczęła głośno chichotać.

-Podejdź, coś ci pokażę.- Zawołał do koleżanki, wskazując na okno.

Dziewczynka podeszła i wyjrzała na zewnątrz. Okolicę oświetlało dziwne światło, raz się pojawiało, a raz znikało.

-To latarnia morska- wyjaśnił Teo- zobacz, tam w oddali na klifie stoi taka biała i wysoka, opiekuje się nią stary latarnik, pilnuje, żeby statki trafiały do portu i nie rozbijały się o skały. Jutro wymkniemy się i zobaczysz, jak tam jest pięknie.

W tej samej chwili, coś zaczęło skrobać i szeleścić w starym sienniku. Dzieci zamilkły wsłuchując się w dziwne odgłosy.

-Co to?- Zapytała Klara.

-Nie wiem- odpowiedział Teo- często to słyszę, ale jeszcze nigdy nie widziałem mieszkańca materaca. To pewnie mysz, ale chyba się boi bardziej ode mnie.- Dodał, przyglądając się dziurze w sienniku.

-Mam pomysł-rzuciła dziewczynka- zejdź po cichu do kuchni i przynieś kawałek chleba, może uda nam się ją wywabić?

Chłopiec zgodził się z koleżanką i zrobił, jak radziła. Po chwili był już z powrotem. Pokruszyli kromkę na małe kawałeczki i rozsypali przy sienniku. Schowali się w kącie pod oknem i czekali. Po chwili pojawiła się mała myszka. Zbierała okruchy i chowała do dziury, rozglądając się przy tym czujnie. Dzieci cichutko wycofały się do drzwi, żeby nie spłoszyć lokatora strychu i zeszły na dół, by położyć się do swoich łóżek. Było już bardzo późno, a rano czekały ich lekcje.

LATARNIA

                Wtorek upływał wszystkim na codziennych obowiązkach, lekcjach, sprzątaniu pokoi, przygotowywaniu posiłków. Nawet Piotr powstrzymywał się dzisiaj od robienia psikusów. Po obiedzie, dzieci rozeszły się do swoich pokoi, żeby odrobić zadania, a Teo i Klara wymknęli się tylnym wyjściem do ogrodu, a stąd przez furtkę na łąkę. Teraz już powoli szli w kierunku latarni. Był już wrzesień, a mimo to, słońce mocno jeszcze grzało, prawie jak w lipcu. Po drodze dziewczynka zbierała kwiaty, a chłopiec podskakiwał, jak piłeczka i płoszył wszystkie motyle, które zrywając się, wyglądały, jak tęczowy, latający dywan, wiszący nad ich głowami. Im bliżej byli morza, tym głośniej słyszeli odgłos mew i wody uderzającej o białe klify wybrzeża. Klara stanęła na skarpie i wpatrywała się w ledwo odznaczający się kontur dalekiego lądu.

-To Francja- wyjaśnił Teo- latarnik mi mówił, że do tego miejsca jest tylko kilkadziesiąt kilometrów i w słoneczne dni, takie jak dziś, można dostrzec jej brzeg. No, ale już chodźmy, przedstawię ci mojego przyjaciela.

Dzieci zaczęły wspinać się po niezliczonej ilości schodów, żeby dotrzeć na samą górę latarni. Zapukali w metalowe drzwi.

-Kto tam, do diaska, na zgniłego śledzia- krzyknął chrypiącym głosem latarnik- mewy mi płoszy i spokój zakłóca?

-To ja, Teo, panie Janie- odpowiedział chłopiec, uchylając drzwi- przyszedłem pana odwiedzić i przedstawić moją nową przyjaciółkę. To jest Klara, od wczoraj mieszka w naszym sierocińcu.

-A co ona, niemowa? Ośmiornice jej język związały?- spytał gospodarz, pocierając przy tym siwą brodę i podkręcając biały długi wąs. Ubrany w marynarską, biało-granatową bluzkę i szerokie spodnie na szelkach, zaciekawiony spojrzał na przybyszy.

-Dzień dobry- dygnęła dziewczynka i wręczyła latarnikowi zerwane na łące kwiaty,

W tej samej chwili rozległo się głośne skrzeczenie:

-Intruz, czarownica, intruz, baba-jaga, ratunku, do szalup!- krzyczała ogromna papuga, siedząca na gałęzi stojaka, zrobionego z konara drzewa.

Wszyscy wybuchli śmiechem, a ptaszysko schowało łeb pod skrzydło i zerkało na obecnych, myśląc oczywiście, że robi to z ukrycia.

-Uspokój się ty obskubany wróblu- powiedział latarnik- nawet gości nie umiesz przyjąć? Wyślę cię na zamek, tam z twoich piór zrobią wachlarz i będziesz wyglądać jak indyk gotowy do pieczenia.

-O nie, nie, nie zrobi tak, Ara umrzeć z tęsknota, Ara dobra, Ara miła, ara za uchem podrapać.- odpowiedział ptak, przytulając się do gospodarza.-Witaj królewna.- dodał jeszcze spoglądając na dziewczynkę.

Dzieci spędziły popołudnie w latarni, słuchając morskich opowieści o wyspach, skarbach i piratach, bo gospodarz był kiedyś marynarzem i przeżył mnóstwo ciekawych przygód. Klara szybko zaprzyjaźniła się z papugą i panem Janem, z żalem opuszczała to miejsce, choć wiedziała już, że zawsze może tu wrócić. Razem z Teodorem zaczęli iść w kierunku sierocińca. Chłopca rozpierała energia i podskakując nucił:

HEJ DO WIOSEŁ MARYNARZE

WIATR NAM ZARAZ KURS POKAŻE

GDZIE TE WYSPY I PRZYGODY

DZISIAJ, KAŻDY, DUCHEM MŁODY.

WILK

Przyjaciele już mieli skręcać do furtki, prowadzącej do ogrodu, gdy na skraju polany usłyszeli dziwny odgłos. Brzmiało to, jak skomlenie psa. Niepewnie podeszli bliżej. Byli bardzo ciekawi, ale jeszcze bardziej przestraszeni. Pod wielkim dębem, w krzakach jałowca, leżał bez ruchu duży, szary wilk. Teraz zdrętwieli ze strachu, przełamali go jednak i pierwszy ruszył Teo, zasłaniając Klarę przed ewentualnym atakiem zwierza.

-Zobacz- powiedziała szeptam dziewczynka- on otwiera oczy, ale musi być bardzo chory, bo się nie rusza. Podejdźmy bliżej.- Dodała.

Dzieci powoli zbliżyli się do wilka, a on jeszcze smutniej zaskomlał.

-Spójrz Klaro, on ma łapę zatrzaśniętą w potrzasku- zauważył chłopiec- pewnie myśliwi rozstawili sidła wokół zamku. Trzeba mu pomóc, sam się nie uwolni.

Przyjaciele odważyli się sięgnąć do pułapki i uwolnili wilczą łapę. Zwierzę spojrzało na nich smutnymi oczami i westchnęło. Dzieci okryły je gałęziami, żeby w nocy nie zmarzło.

-Nie martw się mój drogi- powiedziała Klara głaszcząc wilka po głowie- musimy już iść, ale jutro przyjdziemy. Na pewno coś wymyślimy. Pomożemy ci dojść do siebie. Nie martw się.

Zapadał już zmierzch i dzieci szybko pobiegły w stronę sierocińca, mając nadzieję, że siostry nie zauważyły ich nieobecności. Wślizgnęły się po cichu na korytarz, a potem niepostrzeżenie wmieszały w sprzeczającą się gromadkę przygotowującą kolację w kuchni. Udało im się. Zakonnice zajęte dziś były porządkowaniem książek w bibliotece i nie zwróciły uwagi na brak dwójki podopiecznych. Przyjaciele umówili się na wieczorne spotkanie na strychu. Mieli tam ułożyć plan opieki nad wilkiem i przemyśleć, gdzie go będą ukrywać. Tak też zrobili. Gdy wszyscy poszli spać, oboje wdrapali się na górę, nie zapominając oczywiście o chlebie dla myszki. Pokruszyli go, rozsypali obok starego materaca, lecz tym razem nie zwracali uwagi na małego mieszkańca. Usiedli na skrzyni i głośno rozprawiali o chorym wilku i sposobie uratowania go. Nie mieli jednak pomysłu na jego ukrycie i zasmuceni, zamilkli na chwilę.

ROZWIĄZANIE

            Niespodziewanie, mała szara myszka, podeszła i stanęła przed nimi na dwóch łapkach. Wyglądała, jakby za chwilę zamierzała zatańczyć. Dzieci zerwały się na równe nogi, zdziwione jej zachowaniem. Lecz to nie był koniec niespodzianek. Lokatorka strychu wykorzystała okazję, wskoczyła na skrzynię i zaczęła na niej podskakiwać jak piłeczka.

-O co jej chodzi?- Zdziwił się Teo- Rozumiem, że dziękuje nam za jedzenie, ale w taki sposób?- Dodał przyglądając się zachowaniu myszy.

-Wydaje mi się, że ona chce, żebyśmy otworzyli wieko- domyśliła się Klara- ale po co? Jeśli ona rozumie, o czym rozmawialiśmy, to przecież skrzynia nie może być kryjówką wilka. On się do niej zwyczajnie nie zmieści.- Stwierdziła dziewczynka.

Dzieci spojrzały na siebie i złapały razem za wieko. Myszka wskoczyła chłopcu na ramię, a gdy pokrywa była już otwarta, dała nura do środka. Słychać było, jak grzebie łapkami w starych mapach. Po chwili wyjrzała i podała jedną z nich chłopcu. W drugiej łapce trzymała zardzewiały kompas. Klara sięgnęła po niego. Przyjaciele pootwierali buzie z wrażenia, a myszka spokojnie przysiadła na brzegu skrzyni i machając nóżkami, czekała na rozwój wydarzeń. Dzieci  kucnęły na podłodze i rozłożyły mapę. Teraz wszystko stało się jasne.

-Spójrz Klaro- odezwał się chłopiec- tutaj są zaznaczone plany podziemi zamku. Kompas wskaże nam drogę do ich wejścia. Tam będziemy mogli ukryć wilka, do czasu, aż wydobrzeje. Nikt go nie znajdzie, ani ludzie, ani dzikie zwierzęta, a my zaopiekujemy się nim, by w spokoju mógł wyzdrowieć.

Dziewczynka przyznała mu rację. Ukryli znaleziska, podziękowali myszce i postanowili, że jutro, zaraz po obiedzie pójdą zrealizować swój plan. Niezauważeni wrócili do swoich łóżek i szybko zasnęli.

Na drugi dzień, w środę, nie mogli doczekać się końca lekcji. Szybko zjedli posiłek, po którym zgłosili się do sprzątania talerzy. Tym sposobem, mogli zapakować resztki jedzenia i nakarmić nimi nowego przyjaciela. Z podręcznej apteczki w kuchni, wyjęli maść na stłuczenia i bandaże. Wymknęli się znowu tylnym wyjściem do ogrodu, potem furtką na łąkę, a stamtąd na skraj lasu, gdzie ukryli zwierzę. Szybko biegli, mając nadzieję, że nikt go nie znalazł i nie zrobił krzywdy. Wiedzieli, że ludzie boją się wilków. Są to przecież groźne, leśne zwierzęta z ostrymi kłami. Dotarli na miejsce. Szary kudłacz leżał tam, gdzie go zostawili. Jęknął na ich widok, ale oczy radośnie mu się zaświeciły.

-Klaro, ja pójdę zgodnie ze wskazaniem mapy, sprawdzić, czy jest prawdziwa, a ty zacznij wiązać gałęzie- powiedział Teo- musimy zrobić z nich nosze i jakoś przetransportować wilka do kryjówki.

Dzieci nakarmiły zwierzę resztkami z kuchni i zabrały się za swoje zadania. Chłopiec wyruszył na poszukiwanie wejścia do podziemi zamku, a dziewczynka zaczęła budować nosze. Wilk z zainteresowaniem przyglądał się jej pracy. Dojadał właśnie resztki obiadu i przyjemnie przy tym pomrukiwał. Po dłuższej chwili wrócił do nich Teo.

-Mapa dokładnie pokazuje wejście do zamku- stwierdził- doprowadziła mnie prosto do starych, drewnianych drzwi, u podnóża góry, porośniętych winoroślą, ledwo je odnalazłem w tym gąszczu. Możemy wyruszać, nikogo po drodze nie spotkałem. Powinno się udać.- Dodał i zaczął razem z Klarą pomagać zwierzęciu, przesunąć się na przygotowane nosze.

-Choć kochany- powiedziała dziewczynka- musisz się tu usadowić, wtedy zaciągniemy cię na gałęziach do kryjówki. Nie bój się- dokończyła- zaopiekujemy się tobą.

Dzieci ruszyły przez niewielki las, kierując się zgodnie z mapą i kompasem, do podziemi zamku. Ciężko im było ciągnąć za sobą dużego wilka, ale razem dali radę. Dotarli na miejsce, otworzyli drzwi i weszli do środka, po kilkunastu metrach, znaleźli wnękę w tunelu. Postanowili zrobić tu posłanie z gałęzi noszy i tak zabezpieczyć zwierzę od zimnej posadzki. Opatrzyli mu też łapę maścią i owinęli bandażem, by szybciej się zagoiła.

-Leż sobie spokojnie- rzekła Klara- nikt cię tu nie znajdzie, my już musimy iść, ale jutro wrócimy, przewiniemy ci łapkę i przyniesiemy jedzenie. Nie martw się- dodała- na pewno szybko wyzdrowiejesz i odnajdziesz swoją rodzinę.- Pogłaskała wilka po szyi i odwróciła się do wyjścia.

Teo pożegnał się z wilkiem, drapiąc go za uchem i chciał ruszyć za przyjaciółką, gdy nagle usłyszał za sobą gruby głos:

-Bardzo wam dziękuję, zginąłbym w tym lesie bez waszej pomocy.

Dzieci znieruchomiały, po chwili odwróciły się i spojrzały na zwierzę.

-To niemożliwe- wyszeptał chłopiec- ty mówisz?- Przecież zwierzęta nie mówią, nie licząc papug.- Dodał zdziwiony.

-To prawda- odpowiedział wilk- ja nie znam ludzkiej mowy, posługuję się wilczym językiem, ale wy go rozumiecie. W naszym świecie zdarza się czasem tak, że jeśli ktoś uratuje wilka od niechybnej śmierci, staje się jego przyjacielem na zawsze. Więzy, które nas łączą są nierozerwalne, dlatego ja rozumiem was, a wy mnie.- Dodał i zmęczony natychmiast zasnął.

POŻEGNANIE

               Dzieci, przez kolejne trzy dni, odwiedzały ukrytego przyjaciela. Opatrywały jego ranę, przynosiły resztki z kuchni i słuchały o jego wilczych przygodach. Dowiedziały się, że wędrował z całym stadem przez lasy Anglii i właśnie w tej okolicy wpadł we wnyki. Reszta stada musiała ruszyć dalej, w poszukiwaniu pożywienia, on został sam i był przekonany, że taki właśnie pisany jest mu koniec życia. Nie spodziewał się, że nie tylko przeżyje, ale również pozna takich wyjątkowych, małych przyjaciół. Był im bardzo wdzięczny za wysiłek, który włożyli w jego uratowanie.

Sobota była dniem wolnym od nauki, dlatego Teo i Klara mogli przyjść do kryjówki zaraz po śniadaniu, kiedy wszystkie dzieci bawiły się w ogrodzie, korzystając z ciągle jeszcze pięknej wrześniowej pogody. Jak zwykle wymknęły się ogrodową furtką.

-Witam kochani- powiedział zadowolony wilk- czuję się coraz lepiej, już trochę staję na tę chorą łapę, więc niedługo będę mógł odejść. Martwię się tylko tym, że nie odnajdę już swojego stada, a inne może mnie nie przyjąć.

-Możesz tu zostać- szybko rzucił Teo- będziemy razem chodzić na wycieczki po lesie i nie będziesz musiał samotnie wędrować po kraju. Przecież równie dobrze, tutaj może być twój dom.- Dodał, mając nadzieję, że nie stracą przyjaciela.

-No zobaczymy, zobaczymy, jestem jeszcze trochę słaby, ale pomyślę o tym.- Odrzekło zwierzę- I tak, nie wiem jak mógłbym się odwdzięczyć za waszą pomoc.

-Nie musisz- szepnęła Klara- jesteś naszym przyjacielem, zawsze nim będziesz- dokończyła i mocno objęła wilka za szyję.

-Tak, tak-dodał Teo- już zawsze będziemy przyjaciółmi, cokolwiek się wydarzy. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.- Powiedział z uśmiechem, przytulając się do grzbietu szarego zwierza.

Dzieci pożegnały się i pobiegły szybko do sierocińca, bo już dochodziło południe i musieli zdążyć na obiad. Na korytarzu dostrzegli dziwne poruszenie. Koledzy nie biegali w tą i z powrotem. Przyglądali się dziwnie Klarze. Przy stole, w jadalni brakowało dziś siostry Katarzyny.

-Może jest chora- szepnął Teo do koleżanki, pochylony nad miską zupy- i pojechała do lekarza, a dzieciaki się martwią.- Dodał i zaczął mieszać łyżką w naczyniu.

-Możliwe- odparła Klara, nie zastanawiając się dłużej nad tym i zajęła się jedzeniem.

Kiedy wszyscy skończyli obiad, drzwi jadalni szeroko się otworzyły i weszła do niej siostra Katarzyna. Wyglądała na zupełnie zdrową. Z szerokim uśmiechem zwróciła się do Klary:

-Kochanie, pójdź ze mną, proszę. Musisz się z kimś przywitać.- Powiedziała, biorąc dziewczynkę za rękę.

Ta ruszyła nieśmiało z przełożoną. Nie wiedziała, o co może chodzić. Mimo krótkiego czasu, przyzwyczaiła się już do sierocińca, polubiła jego mieszkańców i znalazła tu przyjaciół. Doszły razem do kancelarii, w której urzędowała zazwyczaj siostra. Gdy otworzyły się drzwi, dziewczynka stanęła bez ruchu. Łzy napłynęły jej do oczu, nie mogła wydusić z siebie słowa, a widok, jaki zobaczyła, wydał jej się złudzeniem. Na środku pokoju stała para uśmiechniętych ludzi. Elegancka kobieta w dużym fiołkowym kapeluszu i przystojny mężczyzna we fraku.

-Ciociu- krzyknęła Klara i podbiegła do przybyłych gości.

-Moja maleńka, kochana- szeptała drżącym głosem kobieta- przepraszamy cię, że nas nie było przy tobie, w takich strasznych chwilach, ale teraz już będzie dobrze- mówiła dalej, trzymając dziewczynkę na rękach i przytulając mocno- zabierzemy cię do Londynu, kupiliśmy tam dom i już nigdy nie zostawimy samej.

Klara nie spodziewała się, że ciocia z wujkiem kiedykolwiek ją odnajdą. Szczęśliwa, pobiegła się spakować i pożegnać ze wszystkimi. Dopiero na korytarzu, kiedy zobaczyła czekającego na nią Teodora, przypomniała sobie o ich przyjaźni, wilku i panu Janie z niesforną papugą w latarni.

-Bardzo cię przepraszam Teo- powiedziała zasmucona- zawsze będę twoją przyjaciółką, ale odnalazła mnie ciocia i zabiera do Londynu. Teraz zamieszkam z nimi, ale będę do ciebie często pisała. Obiecuję- dodała i pocałowała chłopca w policzek na pożegnanie.

Teo zaskoczony, pierwszy raz od dawna, nie wiedział, co powiedzieć. Nie umiał tak po prostu rozstać się z Klarą. Stała się dla niego jak siostra. Myślał, że już zawsze będzie się nią opiekował. Poszedł do swojej sypialni. O tej porze nikogo tam nie było. Koledzy biegali po ogrodzie grając w berka. Stanął w oknie i patrzył na oddalającą się w towarzystwie nowej rodziny przyjaciółkę. Postanowił się nie smucić.

-Jestem w końcu mężczyzną- pomyślał- muszę iść do wilka i przewinąć mu łapę, jakoś to będzie.- Powiedział do siebie i ruszył do kuchni po resztki z obiadu.

Mając wolne popołudnie, chłopiec postanowił odwiedzić przyjaciela. Wszedł do tunelu i nagle usłyszał szelest. Powoli zbliżył się do kryjówki.

-Witaj- powiedział wilk- zobacz, stoję już na czterech łapach, czuję się coraz lepiej, niedługo będę mógł wrócić do lasu. A co ty taki markotny dzisiaj?- Zapytał, widząc zasmuconego Teo.- I gdzie jest Klara?- Dodał.

Zwierzę uważnie wysłuchało chłopca i poradziło, żeby się nie martwił, bo ważniejsze w życiu jest cieszyć się ze szczęścia swoich przyjaciół, pozwalając im iść własną drogą, niż dla własnego szczęścia zatrzymywać ich przy sobie samolubnie. Posiedzieli tak razem jakiś czas i Teo pożegnał się z wilkiem, tłumacząc, że chce jeszcze dzisiaj odwiedzić latarnika, żeby nie myślał, że o nim zapomniał.

NIEOCZEKIWANY OBRÓT SPRAW

                Chłopiec szedł przez łąkę w stronę latarni, wsłuchując się w odgłos morza uderzającego w białe klify wybrzeża. Tęsknił za Klarą i jej głośnym śmiechem i nie miał nawet ochoty, podśpiewywać marynarskich szant.

-Ooo, królewicz. Jan, Jan, zobacz. Czarownica odfrunąć na miotle- skrzeczała złośliwie papuga-  ładny, ładny podrap ara za uszkiem.- Poprosiła.

-Ty złośliwa kwoko- rzucił latarnik- ty nawet nie masz uszu. Siedź cicho, bo cię sprzedam piratom i dopiero będzie ci wesoło w rosole.

-Dzień dobry panie Janie. Mam panu tyle do opowiedzenia. Chociaż minęło dopiero trzy dni- powiedział Teodor- to nie spotkało mnie tyle nowych rzeczy przez ostatni cały rok.

Chłopiec zaczął wszystko po kolei. Jak poznał Klarę, potem jak uratowali razem wilka, i jak stracił przyjaciółkę. Opowiedział też o pomocnej myszy ze strychu i soli w owsiance. Pogawędził z latarnikiem aż do zmierzchu, potem musiał szybko biec przez łąkę, żeby zdążyć na kolację, bo trochę się zasiedział. Na szczęście nikt nie zauważył jego spóźnienia, nie wiedziałby jak się z niego wytłumaczyć. Chłopiec czuł się dziś bardzo zmęczony i razem ze wszystkimi położył się do łóżka i szybko zasnął.

Niedziela obudziła wszystkich deszczową pogodą. Krople odbijały się od okiennych szyb, jakby chciały zagrać jakąś smutną melodię. Dzieci jak zwykle pomogły przygotować śniadanie i porozchodziły się do swoich pokoi, bo o zabawie na podwórku nie mogło być mowy. Teodor wymknął się na strych z kawałkiem chleba.

-Przepraszam cię myszko- rzekł do lokatorki siennika- wczoraj mnie nie było, ale wydarzyło się tyle rzeczy, że zapomniałem o twojej kolacji. Wybacz- dodał- to się już nigdy nie powtórzy.

Zwierzątko słuchało chłopca, jakby rozumiało każde słowo. Zabrało ze sobą chleb i szybko czmychnęło do dziury w materacu. Nagle z dołu dobiegło wołanie:

-Teooodor, Teooodor, no gdzie znowu jest ten urwis- wołała głośno siostra Katarzyna- zawsze się gdzieś chowa. Bardzo panią przepraszam, z pewnością zaraz się znajdzie- dodała i nie przestawała nawoływać chłopca.

-Jaka pani?- pomyślał Teo- nie znam żadnej pani.

Jednak ciekawość wzięła górę i postanowił zejść ze strychu.

-Klara!- Krzyknął głośno na widok przyjaciółki- Skąd się tu wzięłaś? O co chodzi? Zapomniałaś pewnie o czymś?- pytał chłopiec.

Wyglądała inaczej, po prostu pięknie.- Pomyślał- W różowej sukience z koronkami i wstążkami w swoich brązowych lokach.

-Tak- odpowiedziała dziewczynka- zapomniałam o tobie, jesteś moim najdroższym przyjacielem. Czy zechciałbyś zostać moim bratem?- Zapytała niepewnie.

Chłopiec był zaskoczony, nie wiedział co odpowiedzieć. Klara wykorzystała milczenie Teo i opowiedziała o nowym domu, jak bardzo tęskniła, że nie mogła spać i ciągle o nim myślała. I o tym, że ciocia z wujkiem nie mają własnych dzieci, że bardzo się ucieszą, jeśli będą mogli mieć córkę i syna. Chłopiec zgodził się, ale poprosił Klarę, żeby pomogła mu załatwić wiadome tylko im sprawy. Jeszcze grzecznie przywitał się z gośćmi i szybko pobiegł do swojej sypialni.

-Ciociu, bardzo cię proszę- zaczęła- daj nam trochę czasu. Pożegnamy się z przyjaciółmi, spakujemy rzeczy Teo i będziemy mogli wyruszyć.

Elegancka pani przystała z uśmiechem na prośbę i przeszła z mężem i z siostrą przełożoną do kancelarii, by napić się z nią herbaty.

Klara pobiegła za Teodorem i prawie zderzyła się  w drzwiach z nim i z Piotrem.

-Wyjaśnię ci później- powiedział do niej i ruszył z kolegą w stronę strychu.

Piotr był kawalarzem, ale przy tym bardzo miłym chłopcem i zawsze dotrzymywał słowa.

Weszli na górę, a Teo wyjaśnił, że przekazuje mu odpowiedzialne zadanie opieki nad myszką. Poinstruował go, żeby raz dziennie przynosił jej pół kromki chleba i żeby nigdy o tym nie zapomniał. Podniósł mnie z podłogi i pożegnał się z kolegą. Piotr przyrzekł, że nie zawiedzie zaufania i zajmie się lokatorem siennika. Potem Teodor zszedł do Klary i razem postanowili zająć się przyszłością wilka. Odwiedzili go, wyjaśnili sytuację i poprosili, żeby udał się z nimi do latarni morskiej. Choć niechętnie, ale w końcu się zgodził i poszedł z dziećmi przez łąkę na klify.

-Diabeł, diabeł, ratunku, pomocy!- Rozwrzeszczała się swoim zwyczajem papuga.

-A ty znowu swoje. Tego już za wiele, na zdechłego śledzia- krzyknął latarnik- mam cię po czubki moich wąsów.- Witajcie moi mili- zwrócił się do gości- co was sprowadza?-Zapytał.

-Wyjeżdżam z Klarą do Londynu, będę teraz jej bratem- odpowiedział Teo- chcieliśmy prosić, żeby zaopiekował się pan naszym przyjacielem. On jest sam, bo jego stado dawno odeszło.

Latarnik zaciekawiony spojrzał na wilka i zgodził się natychmiast. Stwierdził, że będzie im tu razem wesoło i przyjemnie w większym towarzystwie. Dzieci ucieszyły się i pożegnały ze wszystkimi. Szczęśliwe, wracały do sierocińca radośnie podskakując.

Na dziedzińcu czekali już na nich, ciocia z wujkiem i siostra Katarzyna, zaniepokojeni ich długą nieobecnością. Teodor zapytał jeszcze tylko, czy może zabrać mnie ze sobą na pamiątkę. Przełożona oczywiście zgodziła się. Stwierdziła, że przecież od braku jednego świecznika, szkoła nie przestanie istnieć. Przytuliła dzieci najmocniej jak umiała, życzyła szczęścia i upomniała, by się pilnie uczyli. Tak skończyło się pożegnanie z sierocińcem i zaczęło nowe życie Teo i Klary.

Minęły lata, a oni dorośli, pamiętając zawsze o przyjaciołach pozostawionych nad białymi klifami południowo-wschodniej Anglii. Klara została nauczycielką. Zawsze kochała dzieci i tylko o takiej pracy marzyła, a Teodor tak, jak chciał, podróżował jako kapitan statku. Nigdy się ze mną nie rozstając, opływał świat poznając nowych ludzi i ich historie.

Tak więc, widzisz drogi Klemensie, marzenia się spełniają, jeśli tylko bardzo mocno się w nie wierzy. Można, przykładem tej dwójki przyjaciół, spotkać na swojej drodze również wilka, który okaże się w głębi duszy owieczką, jeśli tylko zadasz sobie trud zajrzenia w jego głąb.

Dzisiaj to by było na tyle, żegnam cię do następnego zaczytania.

Czytaj, rozbudź wyobraźnię, a potem napisz co myślisz.

%d bloggers like this: